Fragmenty rozmowy z września 2019 roku.
Mistrz Niemiec, finalista LM, autor ważnych goli na Euro, ponad setka występów z orzełkiem – nikomu nie trzeba przypominać twoich sukcesów, trofeów, rekordów, ważnych bramek… Kolejne zgrupowanie to jednak kolejne głosy o tym, że jesteś na nim ze względu na koneksje rodzinne i wujka, który jest selekcjonerem. Boli?
Znałem mentalność – na szczęście nie wszystkich, ale części – naszych rodaków. Wiedziałem, że takie złośliwości się pojawią. Co mogę w tej sytuacji zrobić? Obronić się na boisku. Nawet się nie tłumaczę, bo to może być źle odebrane. Po prostu robię swoje.
Przeglądasz internet w telefonie i podczas scrollowania trafiasz na mema związanego z Tobą i selekcjonerem. Ciebie to wkurza? Żenuje? Śmieszy?
Nie zwracam na to uwagi. Każdy ma prawo do robienia swoich rzeczy.
Ja w wieku ośmiu lat wybrałem granie w piłkę i cieszę się, że jestem tu gdzie jestem. Nie miałem czasu na robienie memów, tylko miałem czas na trening. Myślę, że to była dobra droga. Jeśli ktoś miałby szansę, to radzę, żeby lepiej żeby zamiast memów wyszedł na boisko i pokopał trochę piłkę. Będzie miał z tego pożytek i zrobi dla siebie więcej dobrego niż tworząc tego typu rzeczy.
Jak odbierasz krytykę selekcjonera?
My w tej przestrzeni funkcjonujemy już długo…
I już was to nie rusza?
Nie, to też nie jest tak, że nie rusza. Każdego rusza. Skłamałbym mówiąc, że jest inaczej. Najgorsze jest to kiedy wiesz, że oceny są niesprawiedliwe – ale też znasz doskonale ten biznes i zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś w stanie się obronić nigdzie indziej, jak tylko na boisku. Jedyne co możesz zrobić to po prostu grać.
Powiedziałeś kiedyś, że z drużyny narodowej się nie rezygnuje. Wszyscy mamy w pamięci obrazek, jak po golu z Rosją całujesz godło na koszulce. Słuchałeś utwór „Nie pytaj o nią” Eldo przed meczami… Nazwałbyś siebie patriotą? Co oznacza dla Ciebie patriotyzm?
Nazwałbym siebie Polakiem, przede wszystkim. Grając przez dziesięć lat za granicą za każdym razem, z każdym wyjazdem zawsze człowiek myślał, kiedy będzie mógł wrócić na stałe?
Z całą rodziną jesteśmy mocno przywiązani do Polski. Myślę, że to samo może powiedzieć wielu rodaków pracujących za granicą. Wtedy człowiek nabiera dystansu do pewnych rzeczy i docenia te, które miał na co dzień. Takich, które są normalnością, a dopiero jak wyjedziesz to ich brakuje. Zaczynasz tęsknić i inaczej patrzeć na życie.
Ogólnie Polska, jako ludzie, kraj czy jako historia – mamy czym się pochwalić i myślę, że to też daje powód do dumy.
Kiedy rozmawiałem z Rafałem Wisłockim, wtedy jeszcze prezesem Wisły Kraków, zdradził przed wiosennym meczem z Koroną Kielce, że razem z bratem Dawidem mieliście przeczucie, że „to będzie ten mecz”. I faktycznie był, Wisła wygrała na wyjeździe aż 6:2. Częste są takie przeczucia?
W miarę, jak człowiek nabiera tego doświadczenia i zaczyna poznawać organizm to jest w stanie przewidzieć pewne rzeczy. Wie, kiedy jest w swojej optymalnej dyspozycji fizycznej. Nie tylko w głowie, ale i w swoim zachowaniu na boisku utrwala sobie automatyzmy. To wynika z pracy. Pewnych rzeczy nie da się oszukać, nie ma drogi na skróty. Mało tego, duże znaczenie w piłce nożnej ma głowa, która w wielu przypadkach odgrywa znaczącą rolę w tym, czy zagrasz dobry mecz, czy nie.
Poziom Ekstraklasy po latach w lepszych ligach cię rozczarował czy pozytywnie zaskoczył?
Pewnych nawyków i zachowań nauczyłem się przez te dziesięć lat za granicą. Nie można jednak popadać w samozachwyt, bo każdy sport uczy pokory. Myślę, że nie jest łatwo. Na wszystko trzeba sobie sumiennie zapracować. Wszystko, co zaniedbałeś – szybko wyjdzie. Cenną rzeczą w sporcie, ale też w życiu jest szacunek, także dla przeciwnika. Nie chcę więc tego oceniać w takich kategoriach. Oczywiście liczę na to, że Ekstraklasa cały czas się będzie rozwijać. Coraz więcej kibiców przychodzi na trybuny, to też jest dobry prognostyk. Po to gramy w piłkę, żeby przyciągać ludzi na stadion.
W wywiadzie z nami Arkadiusz Głowacki powiedział, że „szatnia Wisły na przestrzeni lat na pewno się zmieniała, ale ma taki swój sznyt”. Na czym on dokładnie polega?
Najlepiej byłoby zapytać chłopaków, którzy pierwszy raz wchodzą do tej szatni. Ja miałem przyjemność już w 2005 roku poznać to, że wiślacka szatnia ma swój sznyt. Każda rządzi się swoimi prawami. Żarty czy zabawa są normalną sprawą i trzeba mieć sporo dystansu, bo jak tego nie masz, to szatnia cię na pewno szybko go nauczy. Pamiętam, że gdy wchodziłem do Wisły to był to dla mnie duży przeskok. Z czwartej ligi do mistrza Polski? Byłem trochę zestresowany. Nie do końca wierzyłem w to, co się dzieje. Skupiłem się tylko na treningu i dobrze mi to zrobiło.
Teraz już pewnie niewiele rzeczy już cię w piłce zaskakuje. To, co działo się niedawno w Wiśle, która otarła się o upadek, jest jednak jedną z takich rzeczy?
Na pewno tak. To naprawdę nie było nic przyjemnego: ani dla kibiców, ani dla pracowników związanych z klubem przez długi czas. Pamiętajmy, że tam jest wielu ludzi, którzy poświęcają dla Wisły swoje życie. Wizerunek klubu został mocno wystawiony na pośmiewisko i raczej to nie były rzeczy, z których można było żartować.
Z Panatinhaikosem pęknięta kość stopy, ale mimo to grałeś. Teraz ze złamanym palcem najpierw dokończyłeś jedno ze spotkań, a później gra na blokadzie w meczu z Zagłębiem. Długo się zastanawiasz nim ryzykujesz swoim zdrowiem dla drużyny?
Wynika to chyba z charakteru, ale suma summarum życie pokazało, że więcej szkody sobie zrobiłem niż dobrego. Wtedy przegraliśmy mecz z Zagłębiem i nie osiągnęliśmy celu, bo nie zakwalifikowaliśmy się do pierwszej ósemki. Ale taki już mam charakter. Wolę nie mieć wątpliwości w głowie niż je mieć, bo dużo ciężej sobie z tym poradzić. Dlatego podjąłem taką decyzję, by grać.
Na pewno w trakcie swojej kariery spotkałeś się z takimi piłkarzami, którzy nie oglądają meczów. Nie wiedzą, z kim będą grali w następnym tygodniu. Być może nawet już nie lubią tego sportu. Ty wciąż lubisz go oglądać? Gdy Wisła nie gra – często włączasz Ekstraklasę czy Bundesligę?
Powiem szczerze, że teraz znacznie częściej. Miałem już lekki przesyt, ale może to wynikało z faktu, że pojawiło się takie uczucie z racji natłoku wszystkiego związanego z futbolem. Ale teraz? Często. To pewnie świadczy o tym, że wraca radość i chęć do gry.
Powiedziałeś kiedyś, że muzyka odgrywa ważną rolę. Wciąż głównie hip-hopowa?
Już różnie, wszystko zależy od nastroju. Nie mam w ogóle określonych ram muzycznych. Wszystko zależy od tego, w jakim jestem stanie psychicznym, na co mam ochotę, co bym chciał posłuchać. To szeroki wachlarz. Nawet nie wiedziałbym, co polecić. Szeroko lecę.
Jutro dostajesz telefon od federacji MMA, która proponuje walkę. W przeszłości bardzo dobrze się biłeś, masz dużo siły, a żona Agata mówi, że bardzo lubisz oglądać sporty walki. Spróbowałbyś?
Kibicuję, podziwiam i naprawdę fajnie się to ogląda. Trzeba mieć dużo odwagi, żeby wyjść do klatki i zapanować nad stresem, ponadto pokazać umiejętności. Sam jestem jednak za słaby na KSW. Odmówiłbym z szacunku dla tych zawodników, którzy naprawdę bardzo ciężko pracują przez długie lata. Szanuje ludzi, którzy uprawiają sport i to nie tylko ten pokazywany w telewizji. Ludzie nie zawsze to doceniają, patrzą przez pryzmat wyniku końcowego, tymczasem każdy łączy się z tym, że kosztuje wiele wysiłku, wiele wyrzeczeń… Po sobie wiem, że to nie jest łatwa sprawa.
Nie wiem, co na to filozofowie, ale przygotowując się do tego wywiadu uznałem, że istnieje coś takiego jak… paradoks Błaszczykowskiego. Im dalej odchodzisz od ołtarza, tym bardziej ludzie sami cię na niego wynoszą. Im skromniejszy, tym bardziej lubiany.
Nie uważam się za osobę dobrą i w ogóle. Wychodzę z takiego założenia, że po prostu… fajnie być sobą. Nic się nie zmieniło w tym, co robię przez ostatnie lata. To, że spotykam się z wieloma wyrazami sympatii od ludzi jest bardzo miłe. Nie wiem, czy to spowodowane wyłącznie moją postawą na boisku, ale mocno chciałbym podziękować wszystkim kibicom, z wszystkich stadionów w Polsce, na których przyszło mi grać. Naprawdę miło i ciepło mnie przyjmują. To coś fajnego, co daje dużą radość. Nie spodziewałem się, że to będzie tak wyglądać, dlatego chciałem bardzo serdecznie podziękować.
Oglądałem jeden z wywiadów w którym mówiłeś, że bliżej niż dalej tego cieszenia się…
– Kiedy to było? Pewnie z 30 lat miałem i zakładałem, że po dwunastu latach grania nie dociągnę do 42 (śmiech).
A do ilu uda się dociągnąć?
Wszystko zależy od zdrowia i od tego, jak człowiek i organizm będzie reagował. To w tym wszystkim najważniejsze. Nie można też zapominać, że po karierze jest życie i trzeba jakoś w nim funkcjonować. A jednak sport wyczynowy, zawodowy to nie jest prosta rzecz. I ja zdaje sobie sprawę z tego, że przez te lata, w którym rozgrywałem kilkaset spotkań i przez wszystkie problemy zdrowotne musi się to odbić na moim zdrowiu. Dlatego nie wybiegam tak daleko w przyszłość, chce się skoncentrować na tej najbliższej. Nie chcę myśleć o tym, co będzie za rok czy dwa, bo nikt, ze mną włącznie, nie może wiedzieć, jak się będę wtedy czuł. Chciałbym się cieszyć z grania i żeby moja gra cieszyła kibiców. Tylko o to chodzi. Będę robił wszystko żeby tak było, a jak dojdę do wniosku, że nie jestem w stanie dać więcej to będzie trzeba podziękować.
„Pracuje po to, żebym kiedyś żył tak, jak będę chciał”. To znaczy jak?
Chodzi o to, żeby w życiu nie być do czegoś zmuszonym. Po zawieszeniu butów na kołku różnie się toczą losy wielu piłkarzy. Robię wszystko, żeby to życie po karierze sobie poukładać. Sport wyczynowy, zawodowy to nie jest prosta rzecz. I ja zdaje sobie sprawę z tego, że przez te lata, w którym rozgrywałem kilkaset spotkań i przez wszystkie problemy zdrowotne musi się to odbić na moim zdrowiu.
Wierzysz w przypadek?
Zależy jaki…
Syn Fabian, urodzony 19.06. Wisła założona w 1906 roku. To akurat chyba nie może być przypadek.
Fajnie się to wszystko złożyło. Magiczny dzień w roku dla wiślaka był jednym z najszczęśliwszych dni w moim i naszym życiu.
Gdy dorośnie i będzie chciał być piłkarzem, jakie – załóżmy, że szesnastoletniego – miałbyś rady dla syna, ale też dla czytelnika, który teraz jest w tym wieku i chce zacząć poważną zabawę w futbol?
Nie poddawać się i trenować, bo bez tego będzie ciężko. Talent możesz mieć, ale jak nie będziesz pracował i go rozwijał to nie osiągniesz tego, do czego cię predysponował. To podstawy. Co jeszcze? Nie ma takich samych przypadków jeden do jednego i każdy ma swoją drogę, którą powinien iść. Myślę, że ważna w tym wszystkim jest twoja własna intuicja. Twoje odczucia.
Moja rada? Wszystkie trudne decyzje, jakie przyjdzie ci podjąć w życiu – dobrze, gdybyś podejmował je pod wpływem własnej intuicji, tego co czujesz. Wtedy bierzesz odpowiedzialność za wszystko, a z tym wiąże się to, że twoja podświadomość daje ci sygnał, co będzie najlepsze dla ciebie w danym momencie. Będziesz to wewnętrznie czuł. Mało tego – nawet jeśli podejmiesz złą decyzję, to choćbyś zrobił to pod wpływem jakichś rad, nie do końca zgodnych z tobą – konsekwencje poniesiesz i tak ty. Będziesz tylko żałował, że nie posłuchałeś siebie.
Dodałbym do tego wszystkiego dużo pokory. Piłka nożna to tylko sport, życie idzie swoją drogą. W mojej opinii nieważne co robisz, ale to kim jesteś. Myślę, że to są rzeczy, które pomogą ci nabrać dystansu. Pomogą nie zwariować.

