Większość z was pewnie zna mnie z Widzewa, który – jak dla Ludwika Sobolewskiego – jest dla mnie całym światem. Sektor Widzew już istnieje, serdecznie zapraszam, zaś Sektor Ekstra będzie dla mnie jak sektor gości. Czasem zagram na wyjeździe, bo dobrze się ruszyć z domu. Pozwiedzać. Nabrać dystansu. Zrobić coś więcej. Coś ekstra.
Pozostanę sobą. Nie będę udawał, że mam jakiekolwiek pojęcie o talentach z drugiej ligi angielskiej. Prawdę mówiąc, o tych z pierwszej też wiele nie wiem. Jednak kocham piłkę nożną, a tu się znajdzie wszystko, czym chciałbym się na temat futbolu podzielić, ale nie dotyczy RTS.
Przede wszystkim Ekstraklasa. Czy można chcieć coś bardziej Ekstra?
Odkrywając kolejne, bliższe ciału koszule: polska piłka, krajowy puchar i niższe ligi, PZPN, Polacy za granicą i wreszcie reprezentacja Polski.
Zwłaszcza na wielkich turniejach, które darzę wyjątkowym sentymentem. Tym silniejszym, im bardziej chcą w FIFA czy UEFA zniwelować szansę na miłość najmłodszym kibicom. Idziemy w kierunku miliona meczów, tysiąca drużyn, setek grup – i jak w tym się zakochać?
Ja zdążyłem. I na takie miesiące, jak ten nadchodzący, chwilami zamieniam się w 5-letniego chłopca. Dziecko, któremu pierwsze po gwizdku kopnięcie piłki odcina problemy i troski.
Albo w autorytet postaci granej przez Cezarego Pazurę w filmie „Show”, co był uczciwy, miał fach w rękach i wszystkich w dupie. Z tą różnicą, że nie domy budować, a mecze oglądać. I nie „Człowiek z marmuru” się nazywam, tylko „Sektor Ekstra”.
Każdy dzień jest dobry na start, ale początek EURO – to dzień znakomity.

